Kupiłem kombajn i założyłem, że podpinam do prądu i drukuję. Półtora tygodnia popołudniami później wiem, że dobry sprzęt w rękach laika to dopiero połowa drogi. Cztery problemy i cztery konkretne nastawy.
Zacząłem od PETG, czyli od materiału o wysokiej skłonności do chłonięcia wilgoci. Nawet w hermetycznym opakowaniu z pochłaniaczem, na dwóch czy trzech szpulach z rzędu, między obrysami ciągnęła się pajęczyna.
Rozwiązanie okazało się banalne: wysuszyć. Drukarka ma tryb suszenia, więc nie trzeba dokupować niczego osobno. Po suszeniu problem znika, a różnica na wydrukach jest widoczna gołym okiem.
Przy bazach pod detale na obrysie zaczęły pojawiać się gródki. Dla bazy to nie jest kosmetyka: w takim miejscu detal ma szansę się zawiesić i nie usiąść tam, gdzie powinien.
Przyczyną była za krótka retrakcja. PETG chętnie wypływa z dyszy, więc trzeba go mocniej cofać przy przejazdach. W Bambu Studio ustawia się to w edycji materiału, w nadpisywaniu ustawień: długość retrakcji, prędkość i długość ruchu dyszy, przy której ma się to dziać.
To był problem, który zmartwił mnie najbardziej. Beleczka, która w modelu ma 100 mm, na wydruku miała 99,6.
Odpowiada za to parametr skurczu. U mnie wyszło 99,5 procent dla filamentu Grupy Azoty i doszedłem do tego po sześciu czy siedmiu testach, plus standardowe kostki XYZ.
Rzecz, o której trzeba pamiętać: taką kalibrację robi się osobno dla każdego dostawcy filamentu. To nie jest ustawienie drukarki, tylko ustawienie materiału.
Na górnych i bocznych warstwach pojawiały się ubytki i dziwne nierówności. W porównaniu z Prusą MK4, którą mam w pracy, wyglądało to słabo.
Pomogły dwie kalibracje dostępne w Bambu Studio w zakładce kalibracja: dynamiki przepływu oraz natężenia przepływu. Szczegóły są dobrze opisane na Wiki Bambu i to stamtąd wziąłem większość ustawień.